Metafory i Przypowieści

Mężczyzna, który chciał pomóc motylkowi

Jeden mężczyzna znalazł kokon motyla. Pewnego dnia pojawiła się mała dziurka. Mężczyzna usiadł i obserwował przez parę godzin owego motyla, który zmagał się, aby przecisnąć swoje ciało przez tę małą dziurkę. Następnie motyl zdał się przestać robić jakiekolwiek postępy. Zdawało się, że dotarł tak daleko jak mógł i już nie potrafił sobie poradzić. Mężczyzna, zatem, postanowił pomóc motylowi. Wziął nożyczki i odciął pozostały kawałek kokonu. Wtedy motyl mógł łatwo się wydostać. Ale miał opuchnięte ciało i małe skurczone skrzydełka. Mężczyzna nadal obserwował motyla, ponieważ spodziewał się, że, w każdej chwili, skrzydła powiększą się i rozwiną, aby móc podtrzymać ciało, które, wcześniej opuchnięte, zmniejszyłoby się. Nic takiego się nie stało! Ponadto, motyl spędził resztę swego życia czołgając się i mając obrzmiałe ciało. Nigdy nie potrafił latać.
Czego mężczyzna, w swojej serdeczności i nierozwadze nie zrozumiał to fakt, iż ciasny kokon i ta mała walka jaką musiał stoczyć motylek, aby przecisnąć się przez otworek była sposobem Boga, na to, aby zmusić płyn znajdujący się w ciałku, do przemieszczenia się do skrzydełek tak, aby było gotowe do lotu z chwilą, gdy wydostanie się z kokonu.
Czasem walka jest właśnie tym, czego potrzebujemy w naszych życiach. Gdyby Bóg pozwolił nam przeżyć nasze życie, bez jakichkolwiek przeszkód, to bardzo by nam to zaszkodziło. Nie bylibyśmy tak silni, jak byśmy mogli. Nigdy nie potrafilibyśmy „latać”!

Prosiłem o siłę… a Bóg obdarzył mnie trudnościami, aby uczynić mnie silnym.

Prosiłem o mądrość… a Bóg obdarzył mnie problemami, które muszę rozwiązać.

Prosiłem o dostatek… a Bóg obdarzył mnie umysłem i mięśniami abym mógł pracować.

Prosiłem o odwagę… a Bóg obdarzył mnie niebezpieczeństwem, które muszę przezwyciężyć.

Prosiłem o miłość… a Bóg obdarował mnie zmartwionymi ludźmi, abym im pomógł.

Poprosiłem o względy… a Bóg dał mi okazje, aby je zdobyć

Nie otrzymałem niczego, co chciałem… otrzymałem wszystko, czego potrzebowałem.

 

Chatka plonie?

Jedyny ocalały z katastrofy statku został wyrzucony na małą, niezamieszkaną wysepkę. Gorączkowo modlił się by Bóg go uratował i każdego dnia rozglądał się po horyzoncie czy czasem pomoc nie przybywa, jednak żaden statek nie wydawał się zbliżać. Wyczerpany, w końcu zdołał zbudować małą chatkę z drewna wyrzuconego na brzeg, aby uchronić posiadane przedmioty i zgromadzić odrobinę dobytku. Tymczasem pewnego dnia, gdy wracał z poszukiwań jedzenia, ujrzał swą małą chatkę w płomieniach – dym sięgał chmur. Stało się najgorsze; wszystko przepadło. Przepełniło go to żalem i gniewem. „Boże, jak mogłeś mi to zrobić!!!!!!!” krzyczał. Rankiem, następnego dnia obudził go głos statku zbliżającego się do wyspy. Przypłynął on na pomoc. „Skąd wiedzieliście, że tu jestem?” zapytał zmęczony mężczyzna swych wybawców. „Zobaczyliśmy twój sygnał dymny,” odpowiedzieli.

Łatwo jest się zniechęcić, kiedy sprawy idą źle. Ale nie powinniśmy tracić ducha, ponieważ Bóg chce dla nas jak najlepiej, nawet w czasie bólu i cierpienia. Pamiętajcie, następnym razem kiedy zobaczycie swoją małą chatkę w płomieniach, może to być sygnałem dymnym, przypominającym o Łasce bożej.

 

Cztery żony

Żył raz sobie kupiec, który miał cztery żony. Czwartą kochał najmocniej, przyodziewał ją w bogate suknie i traktował ją delikatnie. Bardzo się nią opiekował i dawał jej wszystko, co najlepsze. Swoją trzecią żonę, także bardzo kochał. Był zawsze z niej dumny i chciał się nią chwalić swoim przyjaciołom. Jednakże, kupiec zawsze bał się, iż może uciec z innymi mężczyznami. Kochał również swoją drugą żonę. Była ona bardzo taktowną osobą, zawsze cierpliwą i powiernicą kupca. Kiedykolwiek kupiec miał jakieś problemy, zawsze zwracał się do swojej drugiej żony, a ona zawsze pomogła mu przebrnąć przez trudne czasy. Pierwsza żona kupca, była bardzo lojalną partnerką i bardzo przyczyniała się do opieki nad jego bogactwem i interesami oraz pilnowała ogniska domowego. Jednakże, kupiec nie kochał swojej pierwszej żony, i mimo, że ona kochała go bardzo, on jej nie zauważał.

Pewnego dnia, kupiec zachorował. Już dużo wcześniej wiedział, że niedługo umrze. Myślał o swoim luksusowym życiu i powiedział sobie: „Mam teraz przy sobie cztery żony, ale kiedy umrę, będę sam. Jakże będę samotny!” Zapytał zatem czwartą żonę: „Kochałem ciebie najbardziej, obdarowywałem ciebie najlepszymi ubraniami i wielką troską. A teraz, gdy umieram, czy podążysz ze mną i dotrzymasz mi towarzystwa?” „Nigdy w życiu!” odpowiedziała czwarta żona i odeszła bez słowa. Jej odpowiedź wbiła się w serce kupca jak ostry nóż. Smutny kupiec spytał wtedy swoją trzecią żonę: „Kochałem ciebie tak bardzo przez całe swoje życie. A teraz, gdy umieram, czy podążysz ze mną i dotrzymasz mi towarzystwa?” „Nie!” odpowiedziała trzecia żona. „Życie tutaj jest takie piękne! Gdy umrzesz, znowu wyjdę za mąż!” Serce kupca zatonęło i zamroziło się. Wtedy zapytał swoją drugą żonę: „Zawsze zwracałem się do ciebie po pomoc, a ty zawsze mi pomagałaś. Teraz znowu potrzebuję pomocy. Gdy umrę, czy podążysz za mną i dotrzymasz mi towarzystwa?” „Przepraszam, lecz tym razem nie mogę ci dopomóc!” odparła druga żona. „Mogę cię, co najwyżej, odprowadzić do grobu.” Odpowiedź przyszła jak grom z jasnego nieba i kupiec był zrujnowany. Wtedy jakiś głos zawołał: „Ja z tobą odejdę. Podążę za tobą niezależnie od tego, gdzie pójdziesz.” Kupiec spojrzał w górę i stała tam jego pierwsza żona. Była taka chuda, jakby cierpiała z powodu niedożywienia. Bardzo zgniewany, kupiec powiedział: „Powinienem był opiekować się tobą o wiele lepiej, mógłbym!”

Jaki morał? Tak naprawdę to wszyscy mamy cztery żony. Czwartą jest nasze ciało. Niezależnie od tego ile czasu i wysiłku zużywamy, aby wyglądać dobrze, nie dotrzyma nam towarzystwa, kiedy będziemy umierać. Naszą trzecia żona? Nasze własności, status i bogactwo. Kiedy umrzemy, dostaną je inni. Druga żona to nasza rodzina i przyjaciele. Nie zależnie od tego jak bliscy nam są, kiedy żyjemy, miejscem, do którego mogą z nami najdalej pójść, jest nasz grób. I w końcu! Pierwsza żona to w rzeczywistości nasza dusza, często zaniedbywana w naszej pogoni za dobrami materialnymi i przyjemnościami. I zgadnij, co? To jest, tak naprawdę, jedyna „rzecz”, która podąża z nami, niezależnie gdzie idziemy. Dobrym pomysłem byłoby doskonalić i umacniać ją teraz, niż lamentować na łożu śmierci.

 

Trzej przyjaciele

Wcale nie tak dawno temu, trzech przyjaciół przyjechało do Paryża. Podczas tej wizyty, zatrzymali się w hotelu. Niestety stało się tak, że ich pokój znajdował się na sześćdziesiątym piętrze. Zasady obowiązujące w tym hotelu mówiły, że co noc po 12,00 windy muszą być zamknięte z powodów bezpieczeństwa.

Następnego dnia, trzej przyjaciele wynajęli samochód i pojechali zwiedzać miasto. Bawili się w kinie i na koncertach caluśki dzień. Zapomnieli jednak o tym, że windy są zamykane po 12,00 i nie zdążyli wrócić na czas. Do pokoju mogli dostać się tylko schodami, a musieli dojść aż do sześćdziesiątego piętra! Nagle, jeden z przyjaciół wpadł na pomysł i powiedział: “Przez pierwsze dwadzieścia pięter będę opowiadał kawały, aby szło nam się łatwiej, potem ktoś inny będzie opowiadał mądre historie przez następne dwadzieścia pięter i w końcu ostatnie dwadzieścia spędzimy słuchając smutnych historii.” I tak jeden z nich zaczął opowiadać dowcipy. Śmiejąc się i chichocząc dotarli do dwudziestego piętra. Następnie drugi z przyjaciół zaczął opowiadać historie pełne mądrości, tak, że nauczyli się wiele przez następne dwadzieścia. Nadszedł czas, na smutne historie. Trzeci z przyjaciół zaczął więc: „Moją pierwsza smutna historia jest taka, że… zostawiłem klucze do pokoju w samochodzie…”

Czy ta historyjka nie przypomina naszego cyklu życia? Przez pierwsze dwadzieścia lat spędzamy czas żartując i bawiąc się. Potem, po dwudziestce, zaczynamy pracę, bierzemy ślub, mamy dzieci i to jest czas, w którym korzystamy z naszej mądrości. A gdy osiągniemy czterdzieści lat, w końcu widzimy białe włosy i zaczniemy rozmyślać, że nasze życie dobiega końca i zaczyna się smutek. Myślimy, że chcielibyśmy wrócić do młodzieńczych lat, aby naprawić to i owo. Ale nie będziemy mogli. Dlatego lepiej jest unikać błędów, niż żałować ich w przyszłości…

 

Życie po porodzie

W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
– Wierzysz w życie po porodzie?
– Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
– Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać? – No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią….
– No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina. – No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
– Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
– No przecież jest wszędzie wokół nas… Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było. – Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma…
– No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później.

 

Dwa kanarki

Siedzą dwa kanarki w klatce tuż przy oknie, jeden już sędziwego wieku a drugi młody, pełen energii. Stary kanarek patrzy z utęsknieniem na las który jest niedaleko domu. Patrzy i milczy. Młody kanarek wkurzony mówi, chłopie źle ci jeszcze? Jedzenie ci dają, picie ci dają, klatkę sprzątają, żyć nie umierać. Stary kanarek, spojrzał na młodego i delikatnie kiwając głową powiedział tylko- co ty możesz wiedzieć o prawdziwym życiu

 
Page 2 of 4